Niewłaściwy dobór i użycie słów kluczowych
Pierwszy błąd to nazwy i opisy towarów bez haseł, których używają kupujący, albo z ich nadmiarem. Chodzi o zapytania wpisywane w Google, często w formie pytań lub poleceń zakupowych. Właściwy dobór oraz naturalne wkomponowanie ich w treść odróżnia tekst zoptymalizowany SEO od zwykłego opisu publikowanego online. Do analizy przydają się narzędzia takie jak Ahrefs, Senuto albo Planer słów kluczowych w Google Ads, który pokazuje prognozy miesięcznej liczby wyszukiwań.
Pozycjonując sklep internetowy, dopasuj nazwy i charakterystyki artykułów do rzeczywistych zapytań klientów. Jeśli sprzedajesz model Ela, samo to oznaczenie nie wystarcza, bo kupujące nie znają go przed zakupem. Planer albo Ahrefs pokażą, że hasło z nazwą okazji ma wiele wyszukiwań. Wtedy użyj go w tytule: Sukienka na wesele Ela. Taki zabieg pomaga wyszukiwarce precyzyjniej dopasować ofertę do potrzeb użytkownika, a jednocześnie brzmi naturalnie dla kupującego.
Google Merchant Center podaje konkretne liczby dla tytułów: pole może mieć od 1 do 150 znaków, ale osoby przeglądające wyniki zwykle widzą tylko pierwsze 70. Dlatego na początku stoi to, czego klient szuka, a cechy odróżniające warianty, choćby kolor, trafiają do nazwy. Przykład z pomocy Google: "Rozkloszowana sukienka bez rękawów, w groszki, rozmiar S, czarna".
Częstym błędem jest też nadmierne nagromadzenie fraz w nieodmienionej formie. Zasady Google nazywają to upychaniem słów kluczowych, a wśród przykładów wymieniają "powtarzanie tych samych słów lub wyrażeń tak często, że brzmi to nienaturalnie". Strony łamiące te reguły mogą mieć niższą pozycję albo w ogóle nie pojawiać się w wynikach wyszukiwania. Teksty, które Google ocenia wysoko, odpowiadają przede wszystkim na potrzeby czytelnika, a frazy występują w nich odmienione zgodnie ze zdaniem.
Niewłaściwe opisy produktów
Drugi błąd to teksty zbyt krótkie, skopiowane od dostawcy albo takie, które nie mówią, czym dokładnie jest oferowana rzecz. Choć sklepy internetowe różnią się asortymentem i modelem biznesowym, ich cel pozostaje ten sam: sprzedaż. Dlatego każdy produkt wymaga dokładnego opisu, który jednocześnie dostarcza niezbędnych informacji klientowi i wspiera pozycjonowanie całego sklepu. Dobra charakterystyka przekonuje odbiorcę do zakupu i pomaga wyszukiwarce zrozumieć, czego dotyczy oferta.
Prawidłowy opis produktu zoptymalizowany pod SEO powinien zawierać:
- rzetelne przedstawienie cech sprzedawanego przedmiotu lub usługi,
- naturalnie wplecione słowa kluczowe,
- element zachęcający do dokonania zakupu.
Pomoc Google Merchant Center daje tu dobrą miarę. Pole opisu mieści do 5000 znaków, a najwięcej mówiące dane powinny trafić do pierwszych 160-500. Wśród cech do uwzględnienia Google wymienia między innymi rozmiar, materiał, grupę wiekową, wzór i wersje kolorystyczne. W tym polu nie podaje się ceny, nazwy firmy, porównań z konkurencyjną ofertą ani wyrazów pisanych wielkimi literami dla wzmocnienia przekazu.
Brak dobrych opisów stawia sklep w niekorzystnej sytuacji. Klient nie wie dokładnie, co kupuje, więc rzadziej kończy transakcję. Produkt bez solidnego opisu ma mniejszą szansę przekonać potencjalnego nabywcę, co przekłada się bezpośrednio na niższą konwersję. Przykład: przy kreacji na wesele kupująca szuka długości, składu tkaniny i rozmiarówki, a brak tych danych odsyła ją do konkurencji.
Niskiej jakości fotografie produktów
Trzeci błąd to słabe ujęcia albo te same obrazy od wytwórcy, które ma każdy sklep z danym towarem. Tekstowy opis to jedno, ale wyróżniające się zdjęcie może zadecydować o sukcesie oferty. Najlepiej sprawdza się fotografia dokładnie pokazująca to, co klient otrzyma po złożeniu zamówienia. W przypadku odzieży, choćby wspomnianych sukienek na wesele, dobrze działa ujęcie modelki w sprzedawanym stroju. Podobnie przy usługach, takich jak kursy online, opłaca się zamieścić grafiki ilustrujące korzyści z zakupu.
Brak atrakcyjnych fotografii może przesądzić o przegranej w konkurencji z setkami podobnych ofert. Wyraźnie widać to w kategoriach produktów masowych, takich jak etui na telefon. Dostępne są tysiące niemal identycznych wariantów, ale przewagę mają te wyróżniające się wizualnie. Używanie standardowych zdjęć producenta, wykorzystanych już przez dziesiątki innych sprzedawców, sprawia, że nasza oferta ginie wśród setek kopii tego samego obrazka.
Google stawia też wymagania techniczne. W Merchant Center minimum to 500 × 500 pikseli, a zalecana wielkość wynosi około 1500 × 1500. Plik nie może przekraczać 16 MB, a na głównym ujęciu nie umieszcza się znaków wodnych, napisów promocyjnych w rodzaju "Kup teraz" ani grafiki zastępczej z informacją o braku fotografii.
Brakujące opisy alternatywne zdjęć
Czwarty błąd to obrazy bez atrybutu alt, czyli bez tekstu, który mówi, co przedstawia grafika. Nawet najlepsza fotografia może się nie załadować z powodu wolnego łącza, problemu z serwerem albo błędu w kodzie strony. Dlatego każde zdjęcie w sklepie internetowym powinno posiadać opis alternatywny, czyli atrybut alt. To krótka notka, która mówi, co jest na obrazku, i pojawia się w miejscu grafiki, gdy ta nie może zostać wyświetlona.
Opisy alternatywne pełnią trzy funkcje. Po pierwsze, wyświetlają się na stronie zamiast zdjęć, które nie mogły się wczytać, na przykład przy słabym połączeniu z siecią. Kupujący widzi wtedy tekst i wie, co było na obrazku.
Po drugie, opisy alternatywne wspierają dostępność strony dla osób z dysfunkcją wzroku. Osoby korzystające z czytników ekranu nie widzą grafik, ale program odczytuje im zawartość atrybutu alt. Po trzecie, Google według swojej dokumentacji używa tekstu alternatywnego razem z algorytmami rozpoznawania obrazów, żeby ustalić, co pokazuje fotografia. Jako dobry przykład podaje alt "Szczeniak dalmatyńczyka bawi się w aportowanie", a wypełnianie tego atrybutu słowami kluczowymi odradza. Ta sama dokumentacja wymienia 7 obsługiwanych formatów plików: BMP, GIF, JPEG, PNG, WebP, SVG i AVIF.
Nieodpowiedni CMS dla handlu elektronicznego
Piąty błąd to platforma, która nie powstała z myślą o sprzedaży, więc brakuje w niej obsługi koszyka, płatności i ustawień SEO dla kart towarów. Wybór CMS (Content Management System) wpływa na wygodę zarządzania sklepem i na możliwości optymalizacji. Dostępnych jest wiele systemów, ale nie każdy nadaje się do e-commerce. Przykładowo sam WordPress, popularny przy blogach i stronach firmowych, nie ma koszyka: sklep działa na nim dopiero z wtyczką, choćby WooCommerce, którą według katalogu wordpress.org ma ponad 7 milionów aktywnych instalacji. Platformy dedykowane e-commerce, takie jak PrestaShop, Shopify czy Shoper, oferują funkcje zaprojektowane specjalnie do zarządzania produktami, zamówieniami i procesem zakupowym.
Odpowiedni CMS ułatwia codzienną obsługę sprzedaży i optymalizację SEO jednocześnie. Systemy stworzone z myślą o handlu online mają wbudowane funkcje dla Google: od automatycznej mapy strony, przez przyjazną strukturę adresów URL, po pola na meta-title i meta-description. Korzystanie z właściwego CMS od początku może również uprościć ewentualną przyszłą migrację sklepu, minimalizując ryzyko utraty widoczności w wyszukiwarce podczas przenoszenia na inną platformę lub domenę. Przy takiej przeprowadzce Google zaleca utrzymywać przekierowania ze starych adresów zwykle przez co najmniej rok.
Pozycjonowanie sklepu internetowego rządzi się własnymi prawami. Hasła wpisywane przez klientów trafiają do tytułów i charakterystyk naturalnie, bez upychania. Towary dostają szczegółowe teksty i oryginalne fotografie o rozdzielczości co najmniej 500 × 500 pikseli, a każdy obraz ma opis alternatywny. Na koniec platforma: system CMS, który od podstaw obsługuje sprzedaż i optymalizację pod wyszukiwarki.





















